Marek Lucyk zm
Marek Łucyk / Fot. gdynia.pl materiały prasowe

Wiceprezydent Gdyni nie ufa radnym?

W maju bieżącego roku odbyło się spotkanie Wiceprezydenta Miasta Gdyni, pana Marka Łucyka z radnymi dzielnic.

Tematami spotkania były:

autopromocja
  1. realizacja budżetów inwestycyjno-remontowych,
  2. procedury wydawania opinii drogowych,
  3. komunikacja z wydziałami Urzędu Miasta.

W spotkaniu uczestniczyli Radni z dzielnic: Cisowa, Chwarzno-Wiczlino, Chylonia, Dąbrowa, Grabówek, Leszczynki, Redłowo i Wielki Kack oraz Radni Miasta Jakub Ubych i Adam Skurat, a także pracownicy Biura ds. Dzielnic.

Co omawiano na spotkaniu?

Relację z tego spotkania umieścił jeden z radnych dzielnicy na Facebooku.

Chwalebne, że radni i urzędnicy mieli okazję do omówienia ważnych kwestii, i zadania istotnych pytań. Radość psuje jednak świadomość, w jaki sposób Wiceprezydent traktuje swoich rozmówców.

Otóż, Pan Łucyk odnosząc się do prośby radnego, o informowanie radnych dzielnic o planach inwestycyjnych, które gmina zamierza realizować w ich dzielnicach, odpowiedział, że – uwaga! – nie można pokazywać planów przed zakończeniem przetargu bo od radnych mogą być przecieki do konkurencji oraz argumentował, że za dużo jest inwestycji w mieście aby każdą z każdym radnym konsultować.

Zdumiewa, że Wiceprezydent formułuje takie poważne zarzuty pod adresem radnych. Nie wiemy z czego wynika taki brak zaufania, bowiem nie podał żadnego przykładu takich nagannych zachowań radnych. Mamy nadzieję, że nie jest to wynik projekcji własnych doświadczeń Pana Łucyka na inne osoby.

Nie tylko brak zaufania Pana Łucyka do osób pełniących (bez wynagrodzenia) funkcje społecznie budzi niesmak.

Rzucając takie bezpodstawne zarzuty wobec radnych, Pan Wiceprezydent wykazał jak sprawnie posługuje się manipulacją i wprowadza radnych w błąd. Niemożliwe jest bowiem, na żadnym etapie przetargu, aby radny mógł „poinformować konkurencję”.

Czy Wiceprezydent Gdyni manipuluje radnymi?

Są dwie możliwości: jeśli przetarg jest prowadzony w formie zwykłego przetargu, miasto musi mieć projekt zamówiony wcześniej, który nie jest tajny, a nawet jest bardzo jawny, ponieważ potencjalni wykonawcy MUSZĄ go poznać przed przetargiem, aby móc określić, czy są w stanie go zrealizować.

Na jego podstawie potencjalni wykonawcy dokonują wyceny i składają oferty. Nie ma więc ŻADNEJ możliwości aby radny mógł poinformować konkurencję, oględnie mówiąc, Pan Łucyk mówi bzdury.

Druga możliwość, to przetarg w formule „zaprojektuj i wybuduj”. Wówczas oferentom znane są założenia projektu (również jawne), na ich podstawie robią projekt, wyceniają i składają oferty.

Po otwarciu kopert, cała gama ofert wraz z projektami jest znana, i od razu wiadomo kto wygrał. Również w takiej procedurze przetargowej nie ma możliwości, aby jakiś radny mógł w trakcie trwania przetargu iść z projektem do konkurencji.

Po co zresztą miałby iść do konkurencji PO WYBORZE oferty?

Zarzuty Pana Wiceprezydenta pod adresem radnych to absurd w czystej postaci, o którym powinni dowiedzieć się wszyscy mieszkańcy. Skoro lokalna władza traktuje w ten sposób radnych, aż strach pomyśleć, jak traktuje zwykłych mieszkańców.

Sławomir Januszewski
Bryza

Link do wpisu na Facebooku.