NA CO WYDAŁ(A)BYŚ 100 MLN ZŁ?
Wydanie przez prez. Szczurka kwoty ponad 100 mln zł na budowę nikomu niepotrzebnego lotniska to najbardziej spektakularny przykład marnotrawstwa publicznych pieniędzy, z jakim mieliśmy w ostatnich latach do czynienia w Gdyni. To także jaskrawy przykład braku wyobraźni i dobrych pomysłów tej władzy na strategiczne inwestycje wynikające z rzeczywistych potrzeb miasta i podnoszące jego atrakcyjność. Skoro nie możemy liczyć na prez. Szczurka i jego akolitów – spróbujmy wziąć sprawy w swoje ręce i pokusić się o poszukanie odpowiedzi na pytanie: na co można by wydać 100 mln zł, żeby uczynić Gdynię lepszą? Zachęcamy Państwa do przysyłania swoich propozycji na nasz adres e-mail, w komentarzu bądź korzystając z poniższego (anonimowego) formularza. Dziś publikujemy pierwszą z nich autorstwa Andrzeja Mańkowskiego – mieszkającego w Gdyni reżysera, scenarzysty i producenta filmowego.
GDYŃSKA KOLEJKA LINOWA
Żyjemy w dobie wszechogarniającego kryzysu. Bardziej martwimy się o to, by zachować nasze status quo, niż o to, co moglibyśmy mieć, gdyby nie pandemia, wojna, inflacja etc. Uważam jednak, że szczególnie w takim właśnie czasie, pełnym niepewności i wątpliwości, olbrzymią rolę odgrywają nasze marzenia. To one uskrzydlają nas i sprawiają, że patrzymy w przyszłość z błyskiem w oku. Chciałbym podzielić się z Państwem takim wielkim marzeniem o Gdyni – marzeniem, którego realizacja dałaby naszemu miastu – jestem tego pewien – zupełnie nowe pespektywy rozwojowe i zrodziła mnóstwo korzystnych zmian praktycznie w każdej dziedzinie życia. To marzenie o gdyńskiej kolejce linowej.
Przyszło ono do mnie kilka lat temu, gdy w ramach wakacyjnego wyjazdu rodzinnego odwiedziłem Druskienniki – niewielkie miasto na Litwie. Kameralne Druskienniki mają w sobie wiele lokalnego uroku, mają jednak jedną atrakcję większego kalibru, która – dosłownie i w przenośni – wynosi te wszystkie małe ku górze: to miejska kolejka linowa:



Kolejka ta ma nieco ponad kilometr długości i powstała głównie dzięki środkom unijnym (łączny koszt jej budowy wyniósł 3,9 mln euro). Przejażdżka tą kolejką jest absolutnie fantastycznym przeżyciem! Z wysokości 30 – 40 – 50 metrów oglądamy świat, niespiesznie nad nim frunąc. Marzenie o lataniu to jeden z najgłębszych archetypów człowieka. Przejażdżka kolejką linową pozwala nam doświadczyć jego spełnienia w szczególnie przyjemny, a przy tym chyba najbezpieczniejszy z możliwych sposobów. To właśnie w trakcie podróży kolejką w Druskiennikach zadałem sobie w duchu pytanie: a gdyby tak wybudować podobną kolejkę w Gdyni?
Wyobraźmy sobie kolejkę linową w naszym mieście: jak startuje przy molo w Orłowie i frunie nad klifem i lasami do pierwszego przystanku na Polance Redłowskiej; stamtąd rusza dalej – na Kamienną Górą, skąd po chwili startuje ku Muzeum Emigracji, dając pasażerom wgląd w życie centrum naszego miasta; z przystanku przy Muzeum Emigracji rozpoczynałby się być może najbardziej spektakularny widokowo odcinek jej trasy: przelot nad akwenem portowym ku Obłużu – do skrzyżowania ulic Bosmańskiej i Benisławskiego; a stamtąd jeszcze wyżej, na Pogórze – aż do końcowego przystanku przy Galerii Szperk:

Perła Tatr – kolejka linowa z Kuźnic na Kasprowy Wierch – ma 4,2 km długości. Najdłuższa kolejka linowa w Europie buduje się właśnie w miejscowości Medveja w Chorwacji i ma mieć długość 4,7 km. Gdyńska kolejka, poprowadzona od orłowskiego molo do Galerii Szperk, miałaby 10,6 km długości! Byłaby więc najdłuższą w Europie i drugą taką na świecie (najdłuższy na świecie system miejskich kolejek linowych znajduje się w boliwijskim La Paz i liczy ponad 30 km).
Jaki byłby koszt tego przedsięwzięcia? Niestety sporo większy niż 100 mln zł. Chorwaci budują kolejkę ponad połowę krótszą za ok. 20 mln euro. Ale koszt ten w dużej mierze wynika z faktu budowania w trudno dostępnych terenach górskich. Koszt budowy gdyńskiej kolejki można by więc bez wielkiego błędu oszacować na ok. 40 mln euro, czyli ok. 190 mln zł. Lwią część z tej sumy na pewno udałoby się uzyskać ze środków unijnych. W Funduszach Europejskich dla Pomorza na lata 2021 – 2027 jest wyraźne wskazanie, aby samorządy wydatkowały środki na inwestycje „wzmacniające Polskę jako destynację turystyczną opartą o bogate zasoby kulturowe i przyrodnicze.” Gdyńska kolejka linowa idealnie spełniałaby te wymagania. Pomyślmy przez chwilę, jak inwestycja ta nieprawdopodobnie korzystnie wpłynęłaby na podniesienie atrakcyjności gdyńskiego produktu turystycznego: jak potężnie wzrosłaby pozycja Gdyni we wszelkich katalogach turystycznych, jak podniosłoby się miejsce Gdyni w wyszukiwarkach internetowych…
Nie będzie specjalnej przesady w stwierdzeniu, że gdyńską kolejką linową chciałby się przejechać praktycznie każdy mieszkaniec naszego województwa – i to nie rzadziej niż raz w roku. Dodajmy do tego przybyszów z głębi Polski i turystów zagranicznych, z których niejeden przyjechałoby do Gdyni przede wszystkim z powodu tej kolejki. Nie trzeba być czarodziejem marketingu, aby już na starcie dostrzec, że inwestycja ta przynosiłaby miastu naprawdę duże dochody. A jakie konkretnie? Roczny czysty zysk z eksploatacji kolejki na Kasprowy Wierch wynosił przed pandemią ok. 10 mln zł (przy ok. 52 mln zł przychodu). Gdyby zysk z dwukrotnie dłuższej kolejki gdyńskiej był choćby na tym samym poziomie – oznaczałoby to stopę zwrotu w wysokości 5,26%. Dla inwestycji realizowanych ze środków unijnych byłby to wynik wręcz zachwycający. Dodajmy jeszcze, że miejska spółka zarządzająca tą kolejką stałaby się ważnym dla Gdyni przedsiębiorstwem zatrudniającym nie mniej niż 70 – 80 osób.
Czym byłaby kolejka linowa dla Gdyni? Myślę, że mogłaby oznaczać otwarcie nowej epoki. Powstałby nowy symbol Gdyni, a lawinowe zwiększenie liczby osób spędzających w Gdyni swój wolny czas przełożyłoby się na profity praktycznie w każdej branży. Najwięcej zyskałyby handel i szeroko rozumiany sektor turystyczny, to jasne. Ale zyskałaby także np. kultura, bo wobec zwiększonego napływu turystów miasto musiałoby zapewnić im o wiele szerszą niż obecnie ofertę w tym zakresie.
Znany gdyński artysta – fotografik Sławomir Kitowski stworzył przed laty album zatytułowany „Gdynia – miasto z morza i marzeń”. Gdyńska kolejka linowa to pomysł oparty na tych najważniejszych dla gdyńskiej tożsamości paradygmatach: marzeniu o wielkim i ze wszech miar atrakcyjnym mieście położonym w jednym z najpiękniejszych morskich zakątków Bałtyku. Namawiam Państwa do myślenia o Gdyni w sposób, w jaki myśleli o niej jej budowniczowie. Być może podzielicie mój entuzjazm i zechcecie promować dalej ideę budowy gdyńskiej kolejki linowej. Być może wpadniecie na inne pomysły. Serdecznie zachęcam Was do dzielenia się nimi, bo – taka jest moja opinia – będąc mieszkańcami Gdyni mamy niejako obowiązek, by zawsze mieć wielkie marzenia.
Podziękowania dla autorów bloga Rzuć okiem na świat za udostępnienie przepięknych zdjęć z wyjazdu do Druskienników na Litwie.




